• Wpisów:105
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis:92 dni temu
  • Licznik odwiedzin:75 769 / 594 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Koty bengalskie to takie małe "dzikie" kulki szczęścia <3.





 

 
Jeśli jesteś wielkim fanem zarówno książki, jak i serialu, nie denerwuj się i nie irytuj. To tylko moje zdanie na ten temat. A nawet zachęcam do dyskusji w komentarzach.

Najpierw wzięłam się za serial, a książkę przeczytałam dużo później. Serial mnie zawiódł pod względem fabularnym oraz wykreowanych w nim postaci - wszystko było spłaszczone. Uważam, że temat samobójstwa młodzieży daje szerokie pole do popisu reżyserom, pisarzom i scenarzystom. Z tego, co rozumiałam, serial ten miał skłonić do poważnej refleksji nad tematem - złamać jakieś tabu, uświadomić społeczeństwo (szczególnie młodych) i pokazać całą "drogę" młodej dziewczyny aż do końca (jej życia). Ogólnie pomysł ciekawy i intrygujący, dlatego serial był mocno hype'owany. Niestety potencjał zmarnowany, ale teraz już wiem, że nie przez scenarzystę czy reżysera, ale przez samego pisarza - Jay'a Ashera.

Szczerze? W porównaniu z książką serial jest dużo ciekawszy, urozmaicony i po prostu moim zdaniem lepszy.
Muszę poprosić o brawa dla scenarzysty za dobrą odwaloną robotę. Książka jest prowadzona narracyjnie przez Clay'a Jensena - tylko przez niego, przez co wiemy tylko to, co on nam mówi, o czym myśli, jak myśli i co czuje. W serialu głównym bohaterem również jest Clay, ale poza nim możemy poznać innych bohaterów taśm Hani Baker (Hannah będę nazywała Hanią, bo brzmi to bardziej naturalnie, tak po polsku he he). Serial pozwala nam rozpatrzeć różne sprawy na kilku płaszczyznach - tego zabiegu nie mamy w książce.

Po obejrzeniu wszystkich 13 odcinków byłam mocno zawiedziona, liczyłam na poważną historię dziewczyny, którą skrzywdził świat i ludzie, która musiała posunąć się aż do samobójstwa - miało pokazać problem. Niestety powody były niesamowicie płytkie i bez sensu! Było aż 13 powodów, ale sensowne były może dwa... serio. Choć muszę przyznać, że w książce plotki o Hani faktycznie dawały jej się we znaki, były one powszechne. Ale bądźmy szczerzy, o każdym uczniu krążyły plotki, tak już jest, tak działa szkolna społeczność. Może podchodzę do tego zbyt osobiście, bo w gimnazjum miałam podobny problem. Mianowicie mi i jednej lasce z mojej klasy podobał się ten sam chłopak. Ja miałam z nim lepszy kontakt, bo siedziałam z nim w ławce, a ona musiała znaleźć jakiś sposób, by jak najbardziej mnie oczernić. Wiele razy się nasłuchałam jaka do mnie jest kolejka do toalety w czasie przerwy. Z iloma typami spałam (cóż... w gimnazjum byłam dziewicą, więc byłoby ciężko). Tabuny takich plotek o mnie wędrowały z ust do ust - załamało mnie to, ale jakoś się nie zabiłam. Chcę po prostu zaznaczyć lekkomyślność autora - że jest to powód do samobójstwa. Idąc tą logiką połowa populacji powinna po prostu się powiesić. Młodzież jest okrutna, bardzo okrutna. Tak zawsze było, jest i będzie.

Teraz skupmy się na głównej sprawczyni tego całego zamieszania - na Hani. Zarówno w książce i serialu dochodzimy do jednego wniosku: Hania była zwykłą egoistką, skupioną jedynie na sobie, nie zwracającą uwagi na innych. Same kasety są formą odegrania się na "oprawcach", zwykłą zemstą i zwróceniem na siebie uwagi. W serialu na przykład nie zauważa, że coś zaczyna iskrzyć między jej "przyjaciółmi", z którymi spędzała dużo czasu. Dziwne, prawda? Z resztą rzeczywistość w serialu jest hmm... no nierzeczywista. Tak nie zachowują się uczniowie. Nikt tak się nie zachowuje, jak bohaterowie serialu, jest to nienaturalne. Scenarzysta poszedł też trochę za daleko z ilością homoseksualistów w serialu. Szczególnie z rodzicami Courtney, którzy byli kochającą się parą gejów, a ona sama była lesbijką... trochę stereotypowe, co za tym idzie - krzywdzące. Z drugiej strony książka nie daje nam żadnych informacji o bohaterach, nie daje im prawa do obrony, nawet nie ma konfrontacji Clay'a z nimi. Jedyną osobą, jaką nasz bohater napotyka w czasie swojej podróży jest Marcus. W serialu postać Clay'a jest urozmaicona i bardziej emocjonalna. Przeżywa każde słowo, usłyszane w słuchawkach, a nawet chce pomścić swoją ukochaną. Ba! Nawet spotyka się z rodzicami Hani! Widzimy obraz jej rodziców - zrozpaczonych po stracie, żądających prawdy, wyjaśnień. Nawet mamy ukazaną walkę między nimi a szkołą, która okazuje się nie takim bezpiecznym miejscem, jak się wydawało. W książce? Nic.

Czytałam wiele dyskusji dotyczących "13 powodów" i zawsze padał argument: "Nie czytałeś książki, tam jest wszystko lepiej wyjaśnione, zmagania się głównej bohaterki z depresją i odrzuceniem". Moim zdaniem to gówno prawda, ponieważ w obu przypadkach mamy te same powody,i wcale nie ma w książce widocznej depresji Hani. Po prostu nie. Wszystko jest spłaszczone w ten sam sposób. No przepraszam bardzo, ale depresja wcale tak nie wygląda. Powiedziałabym nawet, że w serialu emocje są przedstawione dużo lepiej.

Chciałabym też omówić ostatni z powodów Hani - gwałt Bryce'a. Wiecie co? Byłam w szoku, gdy czytałam książkę. Nie wiem, co czuł autor pisząc to, ale chyba nie ma pojęcia jak to wygląda - jak zachowują się nastolatki czy kobiety. Albowiem wychodzi na to, że... Hania sama tego chciała! Serio, nie przeginam i nie jest to moja nadinterpretacja. W książce wyraźnie mówi, że jest jej wszystko jedno, niech sobie ją dotyka i niech zrobi z nią co chce - da jej to powód, by się zabić. Nie protestuje, nie mówi "nie", nie odpycha go. Sam Bryce powoli sprawdza na ile może sobie pozwolić. Dotyka ją delikatnie i upewnia się, że ona nie protestuje. Mówi nawet, że "wszystko będzie dobrze", powiedziałabym nawet, że w tym wszystkim miał w sobie trochę czułości. Nie było w tym nic brutalnego, nie używał siły, skąd miał wiedzieć, że ona tego nie chce, skoro pozwala mu na wszystko.
W serialu Hania mówi "przestań", próbuje go odepchnąć, jest próba ucieczki - on używa siły, jest brutalny, zero pieszczot, traktuje ją przedmiotowo. Ona poddaje się dopiero w momencie, gdy nie może już nic zrobić.
Ta scena faktycznie mnie dotknęła, byłam oburzona i współczułam głównej bohaterce, było to okropne. Jednak książka pokazuje nam zupełnie inny obraz sytuacji. Bardzo nie lubię, jak ludzie mówią "sama się o to prosiła" albo "na pewno była prowokująca". Przykro mi, ale ona sama mówi: "Obmacywałeś mnie... ale to ja ciebie wykorzystywałam. Potrzebowałam cię, żeby postawić na sobie krzyżyk, odpuścić sobie siebie całkowicie". Serio - to zdanie istnieje i jest w tej książce. Szok. Hania stwierdziła, że w ten sposób sprawiła, że jej reputacja stała się prawdą, że plotki o niej są prawdą. Ona to wie i sama twierdzi: "Doskonale wiedziałam, co robię". Sama dała sobie pretekst do zabicia się, chciała tego. I co ja mam o tym myśleć?

Jedyne, czego nie rozumiem, to potępianie serialu za pokazanie sceny samobójstwa. Serio? To jest wasz największy problem z tym serialem? Zwykła scena w filmie, nawet nie nazwałabym jej wyjątkowo drastyczną. Mogę się założyć, że gdyby nie pokazali tej sceny, to ludzie narzekaliby na jej brak... no nie dogodzisz. Na tym polegał ten serial, na nieubłaganym nadejściu końca. Wiedzieliśmy jak to się skończy - to była scena finałowa, kulminacyjna, nawet ważna. Tylko nadal nie rozumiem sensu kręcenia drugiego sezonu - nie mam pojęcia, co wymyślą, ale jak dla mnie zniszczą, i tak kiepskie już, dzieło. Powiedziałam kiepskie? Pod względem fabularnym i ideologicznym - bo takie jest. Ale sam serial technicznie był bardzo dobrze zrobiony. Podobała mi się gra światłem - wiedzieliśmy, kiedy jesteśmy we wspomnieniach, a kiedy w pochmurnej teraźniejszości - świetny zabieg!

Mogłabym tak wymieniać godzinami, co mi się podobalo, a co nie. Rozłożyć każdego bohatera i każdą historię na czynniki pierwsze, ale wiecie co... już mi się nie chce. Ten tekst i tak już jest bardzo długi. Chyba książka wyleczyła mnie z apatii i niechęci, bo od razu po przeczytaniu książki chciałam gdzieś opisać moje refleksje i myśli. Aż mi się chciało napisać tak długi, szczegółowy tekst. Jestem z siebie dumna. Chyba znowu zacznę pisać powieści i opowiadania. Przydałoby się ruszyć ten leniwy tyłek, by zrobić coś pożytecznego i ciekawego. Dziękuję panie Jay Asher! Dzięki pana nierzeczywistej i uwłaczającej książce zachciało mi się znowu pisać!