• Wpisów:450
  • Średnio co: 15 godzin
  • Ostatni wpis:24 dni temu
  • Licznik odwiedzin:70 137 / 289 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Ostatni czas był dla mnie dość ciężki, dosłownie nie miałam na nic czasu. Nawet na myślenie. Moje życie wygląda jak idealna koło: praca.dom.studia.praca.dom.studia.praca.dom.studia.
Oszaleję.
Na szczęście w tym tygodniu udało mi się z tego wyrwać na dwa dni, bo pojechaliśmy z M. do Warszawy na koncert Nothing but Thieves. Było świetnie i nie chodzi mi o sam koncert, po prostu Warszawa jest piękna, ogromna, nie pamiętam, kiedy tam byłam ostatni raz, ale było to dawno temu. Jestem tym miastem zachwycona, aż jestem dumna, że mój kraj ma taką stolicę. Moja mama zarezerwowała nam pokój w hotelu obok Progresji (tam grali NbT), wielkie małżeńskie łoże, własna łazienka, świeże ręczniki. Było świetnie.

Teraz znowu jestem w tym smutnym jak pizda mieście i znowu znajduję się w mojej pętli codzienności. Od jakiegoś czasu zachowuję się jak robot, nie czuję nic, robię zwoje i jakoś te dni lecą. A w środku pustka. Jeśli te studia mnie nie wykończą, to sama siebie chyba wykończę. Chcę świętego spokoju.
 

 
Dzisiejszy dzień zaczął się koszmarnie... Dzisiaj były konsultacje, na których grupa musiała poprawić wejściówkę z nauk pomocniczych (nikt jej nie zaliczył), był to ostatni termin, więc trzeba było przyjść. Ogólnie to zaspałam, biegłam na tramwaj, ale i tak już byłam spóźniona, w tramwaju uczyłam się definicji na tę wejściówkę, a tu nagle komunikat, że trzeba opuścić pojazd... Był wypadek, autobus zderzył się z osobówką. Nie pamiętam, kiedy ostatnio przebiegłam taki dystans. Myślałam, że wypluję płuca i inne wnętrzności. Chcę wejść do sali - drzwi zamknięte. Pytam się grupy w jakiej sali są i ktoś odpisał, że konsultacje się w sumie skończyły, a pan doktor poszedł do dziekanatu... No myślałam, że się popłaczę. Na szczęście wrócił i udało mi się to napisać, niestety nie zaliczyłam, ale grunt, że pan doktor widział, jak się staram: "Proszę pani, mamy cały semestr na to". Tssaaa dzięki za pocieszenie.
Ja się doktora W. przeraźliwie boję, roztacza wokół siebie aurę pogardy i czystego zła. Czuję się jak mały robak, gdy jesteśmy w jednym pomieszczeniu. Jego ironiczny uśmieszek, za każdym razem, mam ochotę zetrzeć papierem ściernym. Ja ja gościa nienawidzę... w sumie on nienawidzi wszystkich kobiet, więc nie jest to uczucie jednostronne. On będzie mnie prześladował w koszmarach przez kolejne 10 lat.
  • awatar Amfitryta: Czasem myślę że studia ktoś wymyślił po to żeby nas gonić
  • awatar Gusia: Za 10 lat będziesz ten czas wspominała z sentymentem ;-)
  • awatar What's up Megg: Miałam takiego nauczyciela historii w liceum. Dziś mam 34 lata i nadal śni mi się po nocach... :/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Na moje parszywe samopoczucie chyba wywołane jest przez pogodę... szaro, zimno, smutno, ciemno - jak w mojej głowie. Biorę tabletki już trzeci tydzień i nadal nie czuję żadnych zmian (przynajmniej już mnie nie boli głowa). Mimo, że biorę co noc Aminotryptylinę, wybudzam się. Biorę już 50 mg, a to już spora dawka, która powinna uśpić dorosłego mężczyznę..., ale nie mnie. Oczywiście nic nie ma sensu, mam dość i chcę się zabić, przynajmniej tu bez zmian. Chujowo, ale stabilnie.
Dzisiaj nie idę na zajęcia, nie mam na to siły, a są tylko nieobowiązkowe wykłady, więc bez wyrzutów mogę sobie odpuścić. Chodzę na nie od początku, więc chyba jeden dzień nie zrobi tu różnicy. A i tak idę do pracy na 16 na trzy godziny... Super. Może pozwoli mi przyjść wcześniej, bym nie spędziła całego dnia w łóżku. Znowu nie opuszczam mojej strefy komfortu, a ponoć to źle. Czuję się coraz gorzej, znowu mało rzeczy mnie cieszy, nie mam na nic ochoty.
Muszę przyznać, ze gdyby nie M. to w ogóle nic bym nie robiła. Niesamowite, że ma siłę mnie wspierać i jest taki cierpliwy. Wie, kiedy trzeba mnie uspokoić, kiedy pocieszyć i kiedy wrzasnąć, bym się ogarnęła. Jestem mu za to wdzięczna. Najchętniej nigdzie bym nie wychodziła, została w domu, leżała w łóżku. Wszystko jest mi obojętne, tylko jakoś znajduję siłę, by chodzić na zajęcia. Ale nie jest to łatwe, czasami przegrywam z samą sobą...
 

 
Z racji tego, że obejrzałam pierwszy sezon Stranger Things i jestem nim zachwycona, cały czas to krąży mi po głowie. Zaraz zacznę oglądać sezon drugi.