• Wpisów:450
  • Średnio co: 15 godzin
  • Ostatni wpis:24 dni temu
  • Licznik odwiedzin:70 136 / 289 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nie poszłam dzisiaj na zajęcia. Dlaczego? Bo znowu jestem chora... Wydaje mi się, że zatrułam się wczorajszą pizzą, bo czuję się paskudnie, chyba za dużo jej zjadłam. No to dzisiaj dzień opierdalania. M. poszedł coś kupić do jedzenia, kochany <3.
 

 
Oto rozpoczął się kolejny chujowy dzień. Znowu muszę gnać do pracy i doradzać głupim dzieciakom, co mają kupić i spławiać ludzi, którzy myślą, że komiksiarnia sprzedaje zabawki... Super. Grunt, że nie będę musiała niczego sprzątać, bo jest piątek. Przeraża mnie nadchodzący poniedziałek - zajęcia. Te studia wyniszczają mnie psychicznie, już mam pierwszą niezaliczoną wejściówkę (pieprzone nauki pomocnicze!) i mam miesiąc na jej poprawę, ale nie mam pojęcia czego się spodziewać. A chuj tam, jakoś trzeba to załatwić. Znowu zaczęłam brać tabletki, głowa boli cały dzień, już czuję jak zaczynają mi się trząść ręce, jakbym miała jakiś zespół odstawienia czy coś. Mam coraz mniej siły, znowu nie śpię w nocy, a jeśli już zasypiam, to mam koszmary. Nawet na jedzenie nie mam ochoty, najadam się jedną bułką, a czasami w ogóle nie chcę nic jeść. Może w końcu zamkną mnie w szpitalu i będzie spokój. Rzucę studia i zacznę pisać książkę. Marny plan, ale jakiś jest,
  • awatar Amfitryta: Wierz mi, nie chciałabyś zostać zamknięta w szpitalu. Jeśli chcesz rzucić studia i pisać książkę to to po prostu zrób.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Obejrzałam film "Ratując pana Banksa" i muszę przyznać, że poprawiło mi to humor. Już od dawna zbierałam się, by to obejrzeć, ale jakoś nigdy nie miałam ochoty... aż do dziś.

Film bardzo mi się spodobał, po prostu niesamowicie urzekła mnie historia, choć spodziewałam się czegoś innego. Myślałam, że film skupi się na konflikcie Disney'a i Travers, ale jednak głównie na Disney'u, a było odwrotnie! Zaskoczyło mnie to, ale po seansie stwierdzam, że był to bardzo dobry pomysł. Emma Thomson stworzyła niesamowitą kreację autorki przygód Mary Poppins, zachwyciła mnie jej gra aktorska.

Jako, że jestem wielką fanką bajek Disney'a (tych starszych i tych młodszych), musiałam obejrzeć ten film. Czytałam biografie Walta Disney'a, i uważam go za niesamowitego człowieka, wręcz rewolucjonistę, stworzył wielkie imperium, które trwa do dziś. Tym bardziej cieszę się, że obejrzałam film.
 

 
Byłam na łacinie... nic nie ogarniam, nie było mnie na jednych zajęciach i BUM! Nie wiem czego nie wiem. Trochę mnie to przygnębiło, ale nic nie poradzę, muszę to ogarnąć sama.
Natomiast ogólnie czuję się jeszcze gorzej, nie mam siły, nie mam ochoty, nie mam motywacji... w sumie to nie mam niczego. Znowu ciągle chodzę smutna i nie widzę w niczym sensu, tak tylko się włóczę, bo mi każą, ale robię to bez przekonania. Chciałabym po prostu zasnąć i najlepiej się już nie obudzić. Znowu wróciłam do leków, psychiatra pewnie by powiedział, że to przez nie tak się źle czuję. Może? A może jak tak się czuję cały czas? Mam po prostu dosyć. Wszystkiego. To całe studiowanie mnie nie interesuje, nawet wykładowcy siedzą tam za karę (przynajmniej mam takie wrażenie) i chyba sami do końca nie ogarniają co się dzieje i tylko improwizują i stwarzają pozory. Jeśli tak jest, to ich szczerze podziwiam. Ja nawet nie umiem założyć maski, może zapomniałam jak to się robi? Ostatni raz udawałam chyba na rozmowie kwalifikacyjnej do komiksiarni. Już nie udaję. Nie chce mi się oszukiwać samej siebie i innych, że jest wszystko w porządku, bo niestety nie jest. I chyba nigdy nie będzie. Ten cały "świat dorosłych" mnie się nie podoba.
 

 
Dzisiaj jestem wkur***na! Zajęcia miałam na 8 rano, a skoro mieszkam daleko, to oczywiście muszę wcześnie wstawać. Budzik zadzwonił o 6:30, a ja załamana ogarnęłam się i poszłam na autobus, który miał odjechać punkt 7:19.
Niestety w mojej okolicy autobusy lubią jeździć jak chcą i kiedy chcą, ale dzisiaj to już było przegięcie. Patrzę, że autobus stoi, a odjazd dopiero za dwie minuty, ale dobra, może autobusom wolno stać prawie na środku ulicy! Weszłam i po kilku minutach zorientowałam się, że powinien już odjechać, ale nadal uparcie stoi, więc wyszłam, bo to pewnie nie ten. Nadjeżdża mój autobus (oczywiście spóźniony) i tu najzabawniejsza część historii... nie zatrzymał się. Po prostu odjechał w pizdu mając wyjebane na mnie i na dwie dziewczyny, które chyba spieszyły się do szkoły. Następnie dowiaduję się, że autobus, który stoi odjeżdża za 20 minut... Nosz kurwa mać, nie było szans bym zdążyła na zajęcia. Niesamowicie wkurzona wróciłam do domu, bo co ja mogę zrobić? Na szczęście mam łacinę i mogę przyjść na 10 i odbyć zajęcia z drugą grupą.
Ale i tak jestem wściekła, co to ma znaczyć, że autobus stoi sobie na przystanku (nie, to nie był końcowy), a drugi po prostu sobie odjeżdża! No dla mnie to jest nie do pomyślenia i złożę skargę, bo ci kierowcy mają coraz bardziej wyjebane, z tego co ostatnio zauważyłam. Rozumiem, że autobus może się spóźnić kilka minut, no bądźmy ludźmi, ale nie może się spóźniać ZA KAŻDYM razem... Przez to nie zdążyłam na zajęcia, które są obowiązkowe. No szanujmy się.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Byłam u psychiatry pierwszy raz od bardzo dawna... no. Nawet nie wiecie, jak mi się nie chciało tam iść. Znowu te same bzdety "znajdź przyjaciół", "jesteś nieszczęśliwa", "wymagasz zbyt wiele od ludzi" bla bla bla... I co z tego? Nie chce się z nikim zaprzyjaźniać, bo nie widzę w tym sensu, nie lubię ludzi, nie dogaduję się z 90 % osób, których spotykam i dawno się już z tym pogodziłam. Jak ktoś mi się spodoba, to go lubię, jak nie, to nie będę się zmuszać. Proste.
Pani doktor zaproponowała mi dołączenie do grupy terapeutycznej lub iść na spotkanie rozwoju osobistego.
1. Raz byłam na spotkaniu grupy terapeutycznej i to nie miało żadnego sensu. Grupa liczyła sobie kilkanaście osób i nikt się nie odzywał. Padało jakieś pytanie od terapeuty i nikt nie reagował. A że ja nienawidzę ciszy i marnowania czasu, gadałam praktycznie cały czas i ewentualnie ktoś ośmielony moją wypowiedzią się dołączał. Aha, i jeden typ stwierdził, że powinnam się zabić, także tego - bardzo miłe towarzystwo.
2. Rozwój osobisty? Serio? Wiem, że jestem do tego uprzedzona i sprowadzam to do gównianego coachingu typu "To Ferrari tylko czeka, byś do niego wsiadł. Musisz tylko chcieć! Kto ci zabrał marzenia do chuja?" etc. Wiem, że to krzywdzące, ale nic nie poradzę na moje wewnętrzne uprzedzenia. Jeśli ktoś mi powie, że aby wyjść z depresji trzeba... wyjść z depresji to to chyba mija się z celem. Takiego coach'a mam już w pracy w postaci kierowniczki, więc chyba ten punkt mam zaliczony.
Znowu będę musiała brać leki, które jedyne, co robią, to tłumią moje negatywne emocje i sztucznie uzupełniają deficyt serotoniny. Świetnie, znowu będę na zewnątrz szczęśliwa, a w środku nadal będę miała wszystko w dupie.