• Wpisów:450
  • Średnio co: 15 godzin
  • Ostatni wpis:24 dni temu
  • Licznik odwiedzin:70 138 / 289 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Zwykle mówię, że nienawidzę ludzi. Generalizuję. Ale moim hobby jest obserwowanie ludzi. W autobusie, na ulicy, w sklepie, w telewizji, wtedy na ten jeden moment o wszystkim zapominam i mówię po prostu, że ludzie są fascynujący.










 

 
Pewien komentujący gość zainspirował mnie do napisania o religii, podejściu do niej, moralności etc. Od razu uprzedzam, że jeśli nie ma się do tych spraw dystansu to radzę nie czytać, bo jeszcze żyłka pęknie czy coś... A przede wszystkim nie chce narzucać nikomu moich poglądów i zachęcam do dyskusji.
(UWAGA UWAGA! ZACZYNAM)
Zacznijmy od tego, że jestem ateistką. I zanim napiszesz: "He he ale prezenty na święta to dostajesz i jajka święcić idziesz". Nie, ja nie obchodzę świąt pod względem duchowym czy tam religijnym. W tym okresie czas spędzamy w rodzinnym gronie i ograniczamy się tylko do jedzenia, bo to nam najlepiej wychodzi. Ja, mama i wujek jesteśmy ateistami, mój tata wierzy w starożytnych kosmitów, reszta rodziny to faktycznie katolicy i tylko ze względu na nich odwiedzamy ich, ale nie w celu celebrowania zmartwychwstania czy nawet narodzin Mesjasza. Nie dostaję prezentów na Boże Narodzenie i Wielkanoc. Traktujemy to bardziej jako czas do spędzenia z rodziną. No skoro mój dom rodzinny mamy z głowy to przejdę do mnie.
Jak możecie zauważyć nie byłam wychowywana w wierze chrześcijańskiej ani innej. Gdy dorosłam do wieku poszukiwań, zaczęłam zgłębiać wiedzę o różnych religiach. Do tej pory mam książkę "Religia dla opornych" czy coś takiego. Tak zaczęła się moja przygoda z religioznastwem, bo muszę przyznać, że mnie to interesowało. Końcem końców nie uwierzyłam w nic. Nie znalazłam objawienia w żadnej z religii, które poznałam, ale ze wszystkich wyciągnęłam sporo wiedzy i wniosków. Gdy byłam już troszkę starsza sięgnęłam po "Boga urojonego" i "Największe kłamstwa Kościoła". I teraz uwaga. Nie uważam, że ludzie wierzący to ciemnogród itd. Ja ich wiarę szanuję i wręcz podziwiam. Ba! Uważam nawet, że wiara pomaga ludziom na wielu szczeblach życia. Czemu mam potępić coś, co nie robi mi krzywdy i pomaga innym ludziom?

Przecież jest tyle religii i ich odłamów, że nie można jednoznacznie stwierdzić, która jest prawdziwa. Dlatego istnieje coś takiego jak "tolerancja". Kiedyś musiałeś wierzyć w to, co ci państwo narzuciło i koniec. Chyba nie muszę opowiadać o religiach przez wieki, bo na to aż by miejsca zabrakło. Nie wyśmiewam niczyjej religii, ale wyśmiewam fanatyków, zaślepionych i narzucających swoje poglądy i wiarę. Ja ich nazywam słodziusio katonaziści albo po prostu katole. Przepraszam, że komuś mogę zniszczyć życie albo co najmniej zepsuć humor, ale Jezus urodził się w kwietniu i to trzy lata wcześniej niż wskazywałaby na to Biblia. To jest fakt. Chyba o wyprawach krzyżowych nie muszę wspominać. Nawet postrzeganie szatana zmieniało się przez wieki, bo pierwotnie był przedstawiany po lewicy Boga i karał grzeszników. Tak samo nikt nie zaprzeczy ewolucji. Mam wspomnieć o paleniu "czarownic"? Tak można by wymieniać w nieskończoność, ale nie o to chodzi. Bardziej chcę zwrócić uwagę na religię dzisiaj i jak ona wpływa na nas i całe społeczeństwo.
Teraz są to tematy popularne na naszym polskim podwórku: antykoncepcja, in vitro, aborcja, księża etc. (Tak przy okazji pragnę przypomnieć, że żyjemy w państwie świeckim). Pogadajmy o tych punktach z mojego ("szatańskiego" ateistycznego punktu widzenia:
Aborcja - nie uważam, że powinna być wszechdostępna i na życzenie. Jednak są sytuacje trudne, które wręcz tego wymagają (uszkodzony płód, gwałt) i chyba na tym polegał kompromis aborcyjny, który do tej pory obowiązywał (i mam nadzieję, że będzie obowiązywać dalej).Tylko tutaj jest ten problem moralny, a każdy moralność ma jednak inną, na to nic nie poradzimy.
Antykoncepcja - stosuję i nie uważam by było to coś złego. Jeśli jesteś powiedzmy katolikiem i seks uprawiasz tylko w celu powiększenia rodziny to twoja sprawa. Ale jeśli Kościół wpycha się w moje łóżko, to coś tu jest nie tak. Umówmy się - robią to wszyscy, a nie wszyscy chcą mieć dzieci, dlatego się zabezpieczają. O seksie nie ma co dużo dyskutować. Lubimy go i tyle.
In vitro - najpierw zadam pytanie: Czy gdybyś stanął z osobą z in vitro twarzą w twarz, powiedziałbyś, że powinno jej tu nie być? Albo, że ma jakąś "bruzdę" i czy coś tam pseudokatole mówią. To, że czegoś nie uznajesz, nie oznacza, że to zniknie. Na całym świecie stosuje się tą metodę i jest to alternatywa dla kobiet, które drogą naturalną nie mogą zajść w ciążę.
Jeśli myślisz inaczej to mi to nie przeszkadza, ale jak teraz wyzwiesz mnie od "morderców", "ladacznic" czy "amoralnych dziwadeł" to zastanów się jeszcze raz, co chcesz tym osiągnąć. Żyj według własnych zasad i pozwól innym żyć według własnych. Ode mnie to chyba tyle. Dziękuję za komentarz, który mnie zainspirował do podzielenia się poglądami religijnymi i moralnymi. Zapraszam do dyskusji .
  • awatar Mushikushi.: Dziękuję za to, że mimo wszystko okazujesz szacunek ludziom, którzy myślą inaczej :)
  • awatar Gość: @LonelyDeer: tylko jeden argument? Przecież sama jesteś tym argumentem z kilkunastoma przyczynami, i to co tu wypisujesz. Biedne dziecko...
  • awatar LonelyDeer: @gość: wiem o Bogu? Wiem o religii stworzonej przez ludzi. Gdybyś chociaż gościu dał mi jakieś argumenty zamiast frazesów, którymi karmią się ludzie prości, bez wiedzy i zamknięci na wszystko. W sumie dużo piszesz na moim blogu, czyli w jakiś sposób jesteś ciekawy, co ja, uboga duchowo dziewczyna pisze. Jeśli odpowiesz na choć jeden z moich komentarzy tylko potwierdzisz moją teorię. A że bardzo lubię rozmawiać z osobami twojego pokroju to nie mogę się doczekać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Pada deszcz i świeci słońce, a tęczy jak nie było tak nie ma.
 

 
Cały dzień pada deszcz...jak mi ma się coś chcieć. Widziałam komentarz, który twierdził, że nie jestem tu prawdziwa...w sumie nie mogę wam tego udowodnić, bo nawet nie mam zamiaru pokazać swojej twarzy, bo nie chcę byście mnie oceniali na podstawie wyglądu. Ja po prostu piszę moje przemyślenia, wrzucam co mi się podoba, dlatego dodaję więcej zdjęć niż na poprzednim blogu. Tu jest zbiór mnie. A co do moich historyjek " z życia" - są one prawdziwe. Myślę, że gdybym pokazała moją twarz i używała autentycznych imion to raczej kreowałabym faktycznie nieprawdziwą postać. Ale skoro nikt mnie tu nie zna to niczego nie udaję, bo nawet nie muszę. Dla kogoś mogę być atencyjną (jak ja nie lubię tego słowa, mówmy po polsku, a nie jakieś dziwne kalki językowe) kurwą, a może ktoś się ze mną utożsamia. Trochę irytuje mnie fakt, że komentują sami "goście", którzy chyba też chcą pozostać anonimowi, więc paradoksalnie są tacy jak ja (he he). Komentarze, które mi się nie podobają usuwam, bo kurwa mogę i nikt mi nie zabroni. Nigdy nie wierzyłam w "wolność słowa". Mówcie, że jestem zakompleksiona etc. No w sumie fakt - jestem. Mam depresję i się już tego nie wstydzę - tak jak wcześniej wszystko brałam do siebie = teraz mam wszystko w dupie. Nawet nie mam znajomych, bo jestem wybredna i nie chce mi się już udawać. W sumie nawet się cieszę z tych komentarzy. Chyba lepiej jak mówią źle niż żeby w ogóle o tobie mówili. Wywoływanie emocji jest zadaniem każdego artysty. Bałam się tutaj mówić o seksie, bo niektórzy są bardzo wrażliwi jeśli chodzi o to, ale tak po głębszym przemyśleniu... (UWAGA UWAGA! KONTROWERSJA) lubię seks sadomaso, a moją fantazją jest zrobić to z dziewczyną. C'mon at me bro.
  • awatar LonelyDeer: @gość: Ignorowanie rzeczywistości jest bardziej cechą pseudokatoli xD. Wiesz, bardzo lubię takie rozmowy i cieszę się, że specjalnie wchodzisz na mój blog i nabijasz mi wyświetlenia ^^.
  • awatar Gość: @LonelyDeer: hehehe typowe dla niedojrzałych do rzeczywistości i ogłupionych przez środowisko w którym przebywasz. Typowe.
  • awatar JUST DROP IT: Ahhh ci goście, zawsze mają tyle (nie) ciekawych rzeczy do powiedzenia. Ogólnie powiem fajny blog oby tak dalej ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
  • awatar LonelyDeer: @gość: To tylko Internet. Wchodź na jakieś blogi katolickie :V. Nabijaj mi dalej wyświetleń.
  • awatar Gość: Ale debilne. Typowe dla poziomu i inteligencji tego bloga, cudowne podsumowanie. Gratulacje.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dzisiaj wstałam o 12, jak na mnie to i tak nieźle, chociaż nadal czuję się niewyspana. W nocy miałam tak pojebane sny, że aż muszę się nimi podzielić, bo sama ich nie ogarniam. Może jak jakoś przeleję je tutaj, będą dla mnie bardziej zrozumiałe? Chyba warto spróbować.
Pierwszy sen był o ...rolkach. Nie mam pojęcia co tam się odpierdalało, ale było to tak realistyczne, że aż chcę sobie kupić łyżworolki. W tym śnie po prostu byłam w jakimś mega hiper super drogim wyjebistym sklepie z rolkami i sobie jakieś tam kupiłam. Następnie sobie jeździłam po mieście (dlaczego w Świnoujściu??). Robiłam różne triki, ewolucje i inne rzeczy, po których normalnie wylądowałabym w szpitalu albo kostnicy. Nie wiem jakie było przesłanie, nie wiem jaki był w tym sens, ale... mam ochotę kupić sobie bez kitu rolki i sobie pojeździć. Może to jakaś moja wewnętrzna potrzeba i właśnie odkryłam receptę na szczęśliwe życie? Przemyślę ten zakup...
W sumie chciałabym mieć jakieś fajne wrotki.

Drugi sen był tak mocno popierdolony, że sama nie wiem od czego zacząć, ale nadawałoby się to na jakąś komedię klasy B. Byłam w sumie facetem (to chyba też moje jakieś podświadome pragnienie, nie wiem) i wygrałam (wygrałem??) parę milionów w jakiejś loterii. Dowiedział się o tym mafioso (był nim Siara z "Kilera" i chciał mi te pieniądze ukraść (bo mógł). Ja z jakichś powodów kupiłam (-łem) sobie motocykl i uciekałam (bo jakoś podświadomie czułam, że ktoś chce mnie zajebać i ukraść moje pieniążki). Ukrywałam się jakoś w lasach, uciekałam, ludzie mnie przechowywali u siebie. I nagle udawałam martwą, oni się nabrali i zabrali mi worek z forsą nie wiedząc, że są tam papierki po cukierkach, a wszystkie moje pieniądze są bezpieczne w banku. Dużo rzeczy zapomniałam, ale i tak czuję się dziwnie pisząc to.

Pod koniec chyba zrobiłam się głodna, bo po prostu chodziłam po mieście i szukałam czegoś dobrego do jedzenia,ale był problem: chciałam pierogi i nigdzie ich nie mieli. Aż nagle pojawiła się mini pierogarnia, ale nie mieli śmietany (po chuj mi śmietana??). I się obudziłam, bo słońce zaczęło napierdalać.
Dzisiaj chyba będę musiała sprzątać, bo mama kazała. Szkoda tylko, że teraz śpi... może ją obudzę? Wyobrażam to sobie mniej więcej tak: "Mamoo czas na sprzątanie ~~ <3 . Wstajemy, wstajemy okna same się nie umyją. Przecież Jezusek Chrystusek zmartwychwstanie lada dzień! Co będzie jak zobaczy taki bałagan,. No wstyd i hańba dla całej rodziny do piątej generacji wprzód. A przecież nie chcemy zranić jego uczuć".

M. spędza święta napierdalając w HeartSton'a i wysłał mi śmieszny screen.

Jacy ci ludzie są wulgarni- właśnie dlatego nie gram w gry. Jeszcze bym była spierdolona jak oni, bo to jest jak wirus... jak dżuma, nie ma od tego ucieczki. Dlatego ja gram w Zielone Imperium. Nie denerwuję się, nie krzyczę. Po prostu sobie sieję kalafiory i marchewki. I je sobie zbieram. Pamiętam jak grałam w Elsword'a, moja psychika była skrzywiona do tego stopnia, że prawię wyrzuciłam laptopa przez okno, bo jakiś chuj czitował i myślał, że jest taki dobry. Szkoda, że później go zgłosiłam i go wyjabali. Nie zadziera się z mściwą kobietą. Ban murowany.
Przepraszam za taki luźny wpis, ale nie wzięłam tabletek i mi trochę odpieprza. Chcę jeść i spać. Chuja nie chce mi się sprzątać. Przepraszam, że przeklinam. Ale to jest trochę jak z tymi małymi pieskami. Wiedzą, że są małe, a muszą się jakoś bronić, więc napierdalają aż uszy bolą. Widać analogię? Nie? I chuj.
  • awatar LonelyDeer: @vanja90: Wreszcie ktoś normalny ^^ To jest zdrowe i piękne podejście :D
  • awatar Gość: @vanja90: ojej a Ty nie wiesz, że miłość do bliźniego objawia się w napominaniu, piętnowaniu i nawracaniu? Nie wiesz tego fałszywy lisie?
  • awatar vanja90: Ta Twoja wiara wyparła chyba u Ciebie zdolność czytania ze zrozumieniem. Lonely wymieniła m. in. Napoleona jako postać historyczną, więc skąd ten pomysł z poświęcaniem mu życia (chociaż wierz mi lub nie, ale byli i tacy). Nie wiem w jakiego Jezusa Ty wierzysz, ale ten o którym myślę raczej nie jest dumny z Twojego postępowania, tak pięknie mówisz o wierze, ale chyba zapomniałaś/eś, że jej fundamentem jest miłość do bliźniego, a tej zdecydowanie Ci brakuje... Ty nie wiesz chyba nawet czym jest miłość pochodząca od własnych rodziców, a co dopiero od Boga ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Mówiłam coś o maturze? Coś o studiach? Coś o pracy i odpowiedzialności? Z tego co pamiętam to tak, ale zamiast się ogarnąć, oglądam bajki. Nic na to nie poradzę, gdy mam zły humor włączam sobie produkcje Disney, Pixar czy Dreamworks. Znam w sumie wszystkie piosenki "Zaplątanych", a "Piękną i Bestię" znam na pamięć. Mojej sytuacji nie poprawia chyba fakt, że na urodziny będę miała tort z Elsą... Dlaczego ja jestem taka dziecinna?? Oglądam "Mulan" już chyba z setny raz, a zachowuję się jakbym widziała to pierwszy raz jako kilkulatka.

Tak siebie nienawidzę, ale to jest część mnie, której nie da się zmienić - muszę ją tolerować. Dla równowagi obejrzałabym jakiś horror, ale się ich strasznie boję i nie mogę spać przy zgaszonym świetle po takim seansie. "Jestem dorosła! Naprawdę! Nawet mam dowód osobisty... którego nie wzięłam. To mogę prosić małe piwo?"
 

 
Mojej mamie dziś zebrało się na gadanie o studiach. Szczerze? Nie miałam na to ochoty, bo jestem zmęczona i jeszcze mam czas na takie rozmyślania. Przygnębiła mnie ta rozmowa, z jednej strony nie mogę się doczekać, a z drugiej nie lubię zmian i się ich boję. Moi rodzice mają mieszkanie w kamienicy po drugiej stronie miasta, wynajmą mi je. Będę mieszkać jeszcze z trzema osobami, których raczej nie będę znała. Samo mieszkanie z obcymi będzie dla mnie traumą, ale to chyba najmniej mnie martwi. Będę musiała pracować, by opłacić wszystkie rachunki, czyli nie będę mogła całego mojego czasu poświęcać na naukę. Nie wiem też jak to będzie z jedzeniem. Wiadomo, muszę nauczyć się gotować i to jak najtańszym kosztem. Lodówkę będę dzieliła ze współlokatorami, nawet miałam zamiar kupić sobie małą lodówkę do pokoju, ale to chyba lekka przesada.
Jeszcze nie zdałam matury, a mama już mówi o składaniu papierów na studia i tych wszystkich terminach. Teraz nie stresuję się wynikami z matur, tylko rozmyślam o tych wszystkich rzeczach, które na razie mogą spokojnie poczekać. Mama ma czasem zachowania jak babcia. "Już musisz o tym myśleć" - no jakbym słyszała babcię...
W czasie świąt chcę sobie powtórzyć wszystko co mogę, ale też nie siedzieć nad książkami nie wiadomo jak długo. Bez przesady.
M. pojechał do swojego rodzinnego miasta, więc czekają mnie długie samotne święta. Niestety w Świnoujściu... Ta świadomość psuje mi humor. Nie mam zamiaru z nikim wychodzić ani tym bardziej się spotykać. Zjem sobie żurek i obejrzę serial (może dokończę w końcu "Kości"?).

 

 
Często oglądam filmiki na YouTube, mam paru swoich ulubionych vlogerów, najczęściej prowadzących kanały commentary. Właśnie sobie oglądam Lakarnuma (Lakarnum fajny kanał. Lakarnum, Lakarnum!). Często dzięki tego typu kanałom dowiaduję się, że płytkość ludzi jest tak głęboko osadzona w świadomości, że aż kręcą o tym filmy. Nawet mi to nie przeszkadza, niech robią co chcą, ale bardziej boli mnie inna rzecz- że ludzie faktycznie to oglądają i aprobują. Czasem prześmiewczo "ironicznie" oglądają vlogi i filmiki bez przesłania i napędzają tych "twórców" do tworzenia kolejnych materiałów i zarabiania na tym pieniędzy. Ten świat YT w ostatnich latach przeszedł diametralną zmianę. ja jeszcze pamiętam jak na YT się wchodziło obejrzeć śmieszne kotki i pieski, a jedynym youtuberem, którego oglądali wszyscy był Niekryty Krytyk. Teraz nie jest to rozrywka tylko prawdziwy biznes, ja to rozumiem, tylko przeszkadzają mi ludzie, którzy nie mają nic do zaoferowania, a ich kanały oglądają zwykle dzieci i gimby, a następie ich naśladują.
Dla mnie przykładem takiego youtubera jest Stuu i ta jego cała "świta", która w zasadzie na nim się wybiła. Faktycznie jest to rozrywka dla dzieci, jednak youtuberzy stali się celebrytami, ich sława jest sztucznie napompowana, występują w reklamach, mają po milion widzów. Chciałabym zwrócić uwagę jak się mają dziewczyny w tym świadku YT i nie pałam optymizmem. Jest dużo vlogerek, które nie mają nic do powiedzenia, najważniejsze, że są ładne, mogą chwalić się pieniędzmi i drogimi gadżetami. Posłużę się filmem Lakarnuma o dziewczynie, która opiera swój kontent na vlogaskach:

Lubię też Gargamela, który pokazuje powierzchowność i wskazuje jakie błędy popełniają twórcy, by łatwo zarobić, przy okazji nie mając pojęcia jak to nawet powinno wyglądać np.:
Trochę mi przykro kiedy widzę, że ludzie, którzy tworzą coś genialnego, inwestują w to mnóstwo pieniędzy i czasu,a mają dużo mniejszą oglądalność, niż gość, który nagrywa gierki (nie użyłam w słowa "gry", bo takich gier z gry.pl nie można nazwać choćby letsplayem) i ma miliony widzów.
Popularnym tematem do tworzenia dram jest komentowanie kanału Nanami-chan, która teraz prowadzi potężny kanał i ma tuziny wiernych fanów. Ja sama jej nie oglądam, bo wizerunek, jaki teraz kreuje ma zły wpływ na kilkulatki, które chcą być jak ona. Już dobra, można jej wybaczyć kradzież kontentu i podpisywanie się pod cudzymi pracami. Jednak jest jedna rzecz, na którą reaguję wręcz alergicznie i takie osoby nie mają mojego uznania. Nienawidzę gdy ktoś udaje mądrą, oczytaną osobę, która w rzeczywistości nie ma pojęcia o świecie, a wiedzę swoją opiera na paru cytatach i przeczytaniu jednej książki z kanonu literatury klasycznej. Tylko nie rozumiem hejtu, który nie jest oparty na argumentach i często odnosi się tylko do jej wyglądu, co jest słabe.
Jednak są kanały, które zasłużenie zdobyły oglądalność i przekazują pewną wiedzę albo bawią się humorem. Moim zdaniem oglądanie youtuberów powinno być rozluźnieniem, ale czasem naprawdę warto obejrzeć bardziej ambitne filmy, których jest sporo. W sumie to czemu nie podać mojej listy, którą polecam i oglądam? Mam nadzieję, że chociaż goście, którzy chętnie odwiedzają mój blog i oceniają moją osobę na podstawie jednego wpisu i nazywają mnie dziwką. Nauczycie się czegoś nowego i interesującego i może zluzujecie gacie. Pod spodem moja subiektywna lista kanałów, które warto subskrybować:
Grupa Filmowa Darwin. Nie wiem czy muszę ich przedstawiać, powiem tylko, że uwielbiam ich humor i zachwyca mnie ich gra aktorska.
Historia bez Cenzury. Ten kanał pokazał mi kolega, który też pasjonuje się historią. Nieraz używam tych filmików, by przygotować się do zajęć, a nawet z nim przygotowuję się do matury.
Mówiąc Inaczej. Kanał o języku polskim, niektórym internautom na pewno się przyda.
Red Lipstick Monster. Wszyscy ją znają, ale nie wszyscy doceniają. Nauczyła mnie wielu rzeczy i przed każdą decyzją modyfikacji ciała, szukam jej filmów. Jest profesjonalistką i ufam jej w stu procentach.
Z Dupy. Człowiek Warga to chyba najbardziej kontrowersyjny youtuber, dlatego nie każdy lubi jego filmy. W żarty o seksie, pedałach i wibratorach, wplata humor wyższych lotów i uważam, że jeśli oglądać youtubera to lepiej Maćka.
Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Zachęcam też do zapoznania się z Ponarzekajmy o Filmach, Sfilmowani, TO JUZ jutro, MaxTvNews, PadzmyPowazni, Na Gałęzi i Notatnik Kinomana.
Dzięki takim kanałom odzyskuję wiarę, że można stworzyć coś fajnego i wartościowego, polecam 10/10.
  • awatar Gość: Ojej gówniarstwo komenty usuwa hehehe to takie znamienna dla gówniarstwa.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wreszcie wolne od zajęć, wreszcie chwila wytchnienia i wreszcie mogę się wyspać. Profesor podpowiedział mi jak uporządkować wiedzę i sobie na szybko poprzypominać, więc plan powtórek z historii już jest. Angielskim nie ma co się przejmować nigdy nie miałam poniżej 90%, więc luzik. Dzisiaj sprawdziłam kiedy i co piszę. Wkradł się malutki błąd, bo nie było mnie na liście z ustnej matury z angielskiego - nieźle się nabiegałam, by to naprawić. W sumie nawet dobrze się stało, bo miałam do wyboru termin i godzinę. Wygląda na to, że 18 maja już będę wolna od matur. Chciałam przeczytać parę lektur, ale polonistka powiedziała bym przeczytała coś lżejszego dla odprężenia i mam się nie martwić tylko poczytać streszczenia i charakterystyki bohaterów. Nawet matematyką się już nie przejmuje, nie mam pojęcia, czy to leki zaczęły działać, czy czuję się przygotowana. A ta piosenka dodaje mi otuchy:
W sobotę jadę na święta do babci. W sumie za nią tęsknię i chcę się z nią zobaczyć, ale czemu muszę jechać do Świnoujścia? Babcia stwierdziła, że nie przyjedzie do nas na święta i to my musimy do niej jechać. Chciałam się spotkać z kilkoma znajomymi, ale raczej zostanę w domu. Wolę powtarzać do matury. Teraz idę spać.
  • awatar Gość: Miałaś dać linka do fejsa. <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jestem w nowym związku, jesteśmy razem już dwa miesiące (nie wiem jak on ze mną wytrzymuje) i jest mi z nim dobrze, wygodnie, komfortowo. Dogadujemy się, śmiejemy, wpieramy się nawzajem. Tak naprawdę dzięki niemu powoli wychodzę z choroby, aktywizuję się. Najważniejsze jest to, że przy M. mogę być sobą, nie muszę udawać, że jestem szczęśliwa czy zadowolona, on wie jaki jest mój stan psychiczny i w pełni mnie akceptuje. Nie każe mi się cały czas ładnie ubierać czy malować, gdy gdzieś wychodzimy.
Mój były był inny, dbał o swoją reputację, więc kazał mi się ładnie ubierać i malować, by jego koledzy mu zazdrościli. Natomiast nie wstawiał żadnych wspólnych zdjęć na FB, bo koleżanki przestaną do niego pisać...Na początku nawet się starał stwarzać pozory, że dba o kogoś bardziej niż o siebie...ale nie trwało to długo. Byłam jego wizytówką, musiałam się stroić na spotkania z kolegami, najlepiej jeszcze bym się tylko śmiała i jak najmniej się odzywała. W sumie co się dziwić, był dość przystojny jak na świnoujskie standardy, więc laski za nim ganiały. Był przyzwyczajony, że dziewczyny są wpatrzone tylko w niego i zachwycają się jego mądrością i pięknem (teraz jak tak sobie myślę, to trochę uwłaczające). Niestety, ale ja taka nigdy nie byłam. Miałam swoje zdanie, sama brzydka nie jestem i byłam po prostu od niego mądrzejsza. Denerwowało go to, że nie jest moim centrum świata. Wstydził też się faktu, że chodzę na psychoterapię, pamiętam jak dziś piękną sytuację: chciałam się po prostu wygadać z problemów w pracy, on mi odpowiedział: "Wiesz, ja mam swoje problemy, a jak ty mi opowiadasz o swoich to tym też się martwię. Nie chcę tego słuchać". Chciałabym powiedzieć, że to sobie wymyśliłam... ale tak naprawdę było, wypowiedział to zdanie. W wakacje zaczęło się między nami psuć. Jednak on nie był na tyle odważny, by ze mną zerwać i ...zdradzał mnie w Międzyzdrojach (tam pracował i mieszkał w tym czasie). On nawet do tej pory nie wie, że się o tym dowiedziałam, uznałam, że nie ma to sensu. Po prostu napisałam "Zrywamy" i każde poszło w swoją stronę (no ja akurat w kierunku depresji, ale to w sumie zaczęło się wcześniej). Wiadomo, trochę pocierpiałam, trochę posmutniałam, trochę potęskniłam... i tyle. Dość szybko zdałam sobie sprawę, że ten związek nie sprawiał, że jestem szczęśliwa. Miałam już od niego spokój... aż do teraz. Właśnie dlatego o tym piszę. Ostatnio wrzuciłam parę zdjęć i postów na FB, kiedy polubił jedno po prostu go zignorowałam, pewnie chciał mnie zirytować. Ale teraz lubi wszystko, co dodam, jednak to nie był największy szok. Mój telefon zaczął dzwonić i się przeraziłam, bo zobaczyłam jego numer na ekranie. To już jest nękanie, mogę zadzwonić po pomoc? "Halo, policja? Przyjedźcie na Facebooka, nęka mnie". I wiecie co? Jakiś czas temu reagowałam na niego alergicznie, czułam ten ścisk w sercu i od razu traciłam humor. Teraz? W sumie trochę mnie to bawi. Wrzuciłam zdjęcia z sesji zdjęciowej (na których, skromnie mówiąc, wyglądam jak modelka) i zdjęcie z moim nowym tatuażem. Pewnie już mu się znudziły koleżanki do pukania, a może dotarło do niego co stracił. Nie wiem, nawet nie chce mi się nad tym zastanawiać. Nauczyłam się też już nikomu nie mówić, że jadę do tego pieprzonego Świnoujścia, bo on "jakoś" się o tym dowiedział i mówił, że chciałby ze mną iść na piwo (wiecie, tak niezobowiązująco *wink* *wink*). Łukasz ty zdrajco...
Cóż, alkoholu nie mogę pić dopóki zażywam antydepresanty (chociaż wolę mówić wesołe tabletki), więc chyba do tego wyjścia nie dojdzie. Przykro...
  • awatar Gość: Jak Cię znaleźć na fejsie? Ciekawa jestem sesji? :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Uff... matematyczka okazała się bardziej wyrozumiała po rozmowie z moją wychowawczynią. Nie mam kłopotów, czyste sumienie i spokój. Napisałam w końcu tą próbną maturę i mam z głowy, mogę w pełni skupić się na ważnych dla mnie przedmiotach. Jutro historia z profesorem Jankowskim, nie mogę się doczekać, bo wchodzimy w okres PRL-u, a to mój konik. Zastanawiam się jeszcze jaką książkę przeczytać przed maturą.

W okresie wakacyjnym miałam znaleźć sobie pracę w moim mieście, ale mam swoje wymagania. Nigdy więcej pracy w gastronomii (największa trauma)!! Chciałam pracować w jakimś spokojnym miejscu otoczona książkami: polecałabym tytuły klientom, układała ekspozycje z książkami i dowiadywała się o wszelkich wydawniczych nowościach. Praca idealna dla mnie! Los tym razem się do mnie uśmiechnął, bo sklep stacjonarny Yatta w moim mieście otworzył rekrutację do zespołu. Może już nie interesuję się Japonią tak bardzo jak kiedyś, ale z mangami mam jakąś tam styczność. Mam nadzieję, że mnie przyjmą, jestem stworzona do tej pracy. Kolejnym plusem jest fakt, że ogólnie mało osób tam przychodzi. Cisza, spokój, komiksy, niczego więcej nie potrzebuję.
 

 
Mam pięć tatuaży: jeden na żebrach, drugi po wewnętrznej stronie ramienia, dwa na przedramionach i teraz jeden na plecach. Jak z tamtymi nie było problemu to plecy są jednak kłopotliwe, gdy jestem sama.
Do tej pory chłopak przemywał go, smarował maścią i zakładał opatrunek z folii, jak go nie było robiła to moja mama, a teraz... jestem sama w domu. Umycie nie było trudne, jakoś mi się udało, ale teraz smarowanie... nie umiem tak wyginać rąk. Jak przestałam gdzieś sięgać to nakładałam szpatułką. Dobra, jakoś dałam radę, ale najgorszy okres już się rozpoczyna, bo tatuaż zaczyna swędzieć, uwierzcie to jest gorsze od bólu. Na inne tatuaże miałam sposób, po prostu na nie dmuchałam i to dawało trochę ulgi, a teraz muszę panować nad odruchami, które mówią mi, że muszę się podrapać. A co jest najgorsze? Że i tak mam ochotę zrobić tam jeszcze kilka dziar.., jestem pojebana.

Nie mogę się na niego napatrzeć, Patryk zrobił małe arcydzieło na moich plecach, uwielbiam go. Tatuuje mnie tylko Patryk, do nikogo nie mam takiego zaufania jak do niego. On potrafi po prostu wejść do mojej głowy i robi dokładnie tak jak chciałam, ale przy tym robi to swoim stylem, który właśnie do tych moich wizji pasuje. Wcześniej nie wiedziałam jak do niego mówić, w końcu jest dużo starszy ode mnie, ale teraz jesteśmy normalnie na "ty". Gadaliśmy i się śmialiśmy, uwielbiam tą atmosferę w Lucyfire. Nawet podzielił się ze mną papierosem, choć był zaskoczony, że dziewczynka wyglądająca na góra 16 lat pali, a jednak... czasem sobie popalam. Mój chłopak był nawet trochę zazdrosny o naszą relację, ale chyba nie ma potrzeby mu tłumaczyć, że Patryś jest artystą, który tworzy na moim ciele. I tyle.
 

 
Dzisiaj nie spóźniłam się do szkoły, byłam punktualnie. Akurat angielski jest ważną lekcją, więc nie wstałam z uczuciem, że mogłabym spać dalej. Chociaż osoba, która wymyśliła lekcje na 7:30 powinna umrzeć w męczarniach i skończyć w piekle - serio, muszę wstawać o 6 rano, by zdążyć do szkoły.
Jednak ta 7:30 to pikuś przy tym co czeka mnie dokładnie za godzinę... mam matematykę z tą jędzą, która chce wysłać mnie do dyrektora. Jestem przerażona, co mi powie, a z drugiej strony jestem tego ciekawa. Oczywiście był pomysł ucieczki, ale już widzę jak moja psychoterapeutka kiwa głową z dezaprobatą. Poza tym miałabym chyba jeszcze większe kłopoty. Mam nadzieję, że pozwoli mi po prostu napisać tą pieprzoną maturę i chuj, no raczej mnie nie uwali na koniec roku (ona nie wie, że nie ma tej mocy, bo mam wtyki u dyrektora). Jak na razie mam godzinne okienko i siedzę w domu, odliczając minuty do jakże miłego spotkania z matematyczką. Wzięłam hydroksyzynę, by się mniej denerwować, chyba zaczyna działać.
 

 
Parę dni mnie nie było, bo mój chłopak nocował u mnie przez ten czas, a nie chciałam by się dowiedział, że prowadzę tego bloga. To miejsce jest przeznaczone tylko i wyłącznie dla mnie, nie chcę by ktoś znajomy tu zaglądał. Nawet moja mama nie wie, że mam bloga, a mówię jej zwykle o wszystkim. Jedyną osobą z mojego otoczenia, która wie o istnieniu tego bloga jest moja psychoterapeutka i tak ma zostać.
W sobotę zrobiłam sobie piąty tatuaż, jest piękny, ale bolał chyba najbardziej ze wszystkich.

Tak dla odstresowania przed maturą, tatuaże to jedyna rzecz jaka naprawdę daje mi szczęście. Wszyscy naokoło myślą, że to źle, ale moja mama i psychoterapeutka popierają te moje wymysły. W maju wrócę do Lucyfire Tattoo, bo zrobię sobie kolczyk "smiley" i "rook".

Jak na razie kiepsko mi idzie moje szkolne życie, bo w sumie olewam co się da. Dzisiaj nie poszłam na niemiecki, bo uznałam, że to strata czasu i napisałam do nauczycielki, że mnie nie będzie. Nawet nie poszłam na zdjęcie klas 3, jakoś zawsze mnie przygnębiają takie zbiorowe zdjęcia, nie lubię na nich być. Z resztą kto mnie niby będzie wspominał... bo ja tej szkoły raczej nie będę. Skupiam się w pełni na maturze, spędzam kilka godzin nad próbnymi maturami i zadaniami z matematyki. Już nawet tak się nie boję, chcę mieć to po prostu za sobą, bo mnie już męczy samo czekanie.
Dzisiaj mój chłopak uczy mojego wujka gry na perkusji, jestem ciekawa jak im idzie. Wujas powiedział, że mam nie przychodzić, bo się wstydzi, a M. powiedział, że mam przyjść, bo... się wstydzi. Kto by pomyślał, że dwójka dorosłych mężczyzn będzie się wstydziła ojoj, nawet wydaje mi się to słodkie.
  • awatar LonelyDeer: @maciarak: z mojego doświadczenia powiem, że nie boli aż tak bardzo, ale każdy ma inną tolerancję bólu. Polecam zrobić najpierw jakiś mały na "próbę" :D
  • awatar road to nowhere: Uwielbiam tatuaże *.* Planuję sobie zrobić. Póki co, na razie tylko podziwiam u innych ;)
  • awatar maciarak: Świetny tatuaż. Ja też się zastanawiam nad tym czy sobie nie zrobić, ale jednak ten ból mnie przeraża.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Oj mam kłopoty... mam wezwanie do dyrektora, ale od początku. Od pewnego czasu źle się czułam, ciało wysyciło się lekami, które brałam i znowu nie mogłam spać. No miesiąc przed maturą jest to poważny problem, dlatego psychiatra przypisał mi większą dawkę. Specjalnie teraz bym na maturze czuła się dobrze i komfortowo psychicznie. Dwa tygodnie brania leków w tak dużej dawce są koszmarem, bo mózg i ciało się z nimi oswaja, pojawiają się objawy: bóle głowy, drętwienie rąk, trzęsawki, zmęczenie, ospałość. Czyli przez ten czas jestem takim zombie, co ledwie się rusza.
Tabletki na sen są dość mocne i uśpiłyby konia, a co dopiero dziewczynkę o wadze 40 kg. Jak zasnęłam to spałam do 13 i nic nie było w stanie mnie obudzić. Przez kilka dni po prostu się wysypiałam (wcześniej nie spałam dwie doby). Niestety w czasie rekolekcji odbywały się matury próbne z matematyki i na nie... zaspałam. Chciałam się wytłumaczyć matematyczce, więc dziś grzecznie się przywitałam, a ona nawet na mnie nie spojrzała i rzuciła hasło: "Zgłoszę to do dyrektora". Szczerze? Załamało mnie to. Zawsze byłam grzeczna i kulturalna, wypełniałam wszystkie swoje obowiązki szkolne i odrabiałam zadania domowe i raz powinęła mi się noga, a ona traktuje mnie jakbym była złem i patologią, która sprawia same problemy. Tak, zjebałam, moja wina, ale chyba mam prawo do obrony albo chociaż do rozmowy z nauczycielką. Na szczęście moja wychowawczyni i polonistka się za mną wstawią, więc nie będzie tak źle. Jednak boję się, że matematyczka mnie uwali dla samej zasady uwalenia mnie...Wiem, że jest do tego zdolna. Nigdy tak się nie obawiałam matematyki jak dziś. Czeka mnie ciekawy poniedziałek.
 

 
Po kilku długich godzinach skończyłam prezentację multimedialną na przyrodę (tak, w liceum mam przyrodę...niestety), oczy mnie pieką, już odczuwam ból pleców, boję się poruszyć. Ale z samej pracy jestem zadowolona, na szczęście mogłam sobie wybrać jakikolwiek temat. Nauczycielka jednocześnie jest moją wychowawczynią i chyba szykuje się niezły opierdol - ale tym razem zasłużyłam... Przyznaję. Nie przyszłam na próbne matury, bo zmieniłam leki na "trochę" silniejsze i spałam do 14, nie dało się mnie dobudzić. Już czuję, że mam kłopoty, matematyczka nieźle się wkurzyła z tego, co słyszałam. Nie cofnę się w czasie, więc wyjebane - przecież nie może mnie uwalić. Teraz czeka mnie polski i charakterystyka bohaterów "Procesu". Niech już ta szkoła się kończy, bo padnę na zawał jeszcze przed egzaminem. Jeszcze trzy lata temu śmiałabym się z osoby, która by mi powiedziała, że będę tak wkuwać do matury.
 

 
Wraz ze zbliżaniem się do maja przychodzą myśli i pytania: co będzie potem? Teraz całym moim życiem jest oczywiście matura - cel, do którego nieubłaganie dążę, jakby była to najważniejsza sprawa w moim życiu. Przecież po maturze świat się nie zatrzyma, ja nie umrę i nie dostanę zbawienia. To jest tylko etap. Później czeka mnie coś innego, może gorszego - studia. Z jednej strony nie mogę się doczekać studenckiego życia na swoim. Będę studiowała polonistykę na Uniwersytecie Szczecińskim (nie najlepsza uczelnia, ale to nie jest dla mnie ważne). Zaraz pojawią się komentarze typu: "Haha skończysz w Mc" albo "Karierę będziesz robiła na kasie w Biedronce". Cóż..jest duża różnica między mną, a ludźmi, którzy nie mają pojęcia co i po co studiują - oni faktycznie wylądują na kasie. Interesuję się językiem polskim, literaturą naszą i zagraniczną, fascynuje mnie teatr oraz kultura. Chcę pracować w wydawnictwie, chcę tworzyć książki. Do tego nie potrzebuję tytułu inżyniera czy papierka ze szkoły bankowej. Studia będą dla mnie raczej przyjemnością, ale obawiam się czegoś innego niż przedmiotów... innych studentów. Boję się, że nie uda mi się dopasować, odnaleźć w grupie, znaleźć choć jedną osobę, z którą złapię kontakt. Zwykle pierwsze wrażenie mi nie wychodzi, bo strasznie się wstydzę i zyskuję po bliższym poznaniu. Będą prace lub ćwiczenia w grupach, a nie chcę czuć się niepotrzebna, bo "musiałam" dołączyć do jakiejś grupy. Mam 5 miesięcy, by nad sobą popracować albo może już szukać jakoś kontaktu z przyszłymi studentami. Boję się. Nawet bardzo.
 

 
To jest jeden z momentów, w którym chciałabym po prostu nie żyć. Nie, nie chcę się zabić. Byłoby świetnie gdybym się nie urodziła, albo chociaż wiodła życie kota domowego. Niestety żyję, a że żyć trzeba to muszę żyć. Nie ma innej możliwości. Za miesiąc piszę maturę i kurwa nadal umiem za mało, nie jestem gotowa, nie dojrzałam do tego i koniec. To oczywiste, że zdam, ale chcę to napisać dobrze, nawet bardzo dobrze. Moja ambicja i ego nie pozwolą choćby na najmniejszy błąd. Jeśli go popełnię - załamię się. Tak się boję maja, że aż chce mi się płakać. Polonistka mnie wspiera, mówi, że sobie poradzę i nie mam o co się martwić. Takie gadki może trochę mnie łechtają, ale na dłuższą metę nie mają dla mnie znaczenia. Nie wiem już w co ręce mam włożyć. Do mojego życia znów wkradł się marazm, anhedonia i dekadentyzm. A było już dobrze dzięki antydepresantom...
 

 
Guess who's back! Mam w sobie jakiś cichy głosik, który uparcie każe mi zawsze próbować jeszcze raz i się nie poddawać. Z uporem maniaka krzyczy: "Zrób to jeszcze raz". Nienawidzę go bardziej niż lukrecję, a się go głupia słucham. Noooo cóż, Lonely Deer znowu pisze internetowy pamiętnik, by ponarzekać na życie... Zapraszam was do mojego życia - rozgośćcie się.