• Wpisów: 188
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis: wczoraj, 14:40
  • Licznik odwiedzin: 76 904 / 656 dni
 
deergirl
 
LonelyDeer: Dzisiaj miałam pierwsze spotkanie z moim psychoterapeutą... i już zaliczyłam wtopę. Nie miałam pieniędzy, aby mu zapłacić, bo mama zapomniała mi je dać. Zestresowała mnie ta sytuacja, zwłaszcza, że był ze mną mój tata i był wyraźnie wściekły, jak poprosiłam go o 140 zł... mama zapomniała mu o tym powiedzieć. Pojechaliśmy do pracy mamy, a potem wróciliśmy, by zapłacić. Niby wszystko było w porządku, ale jak to musiało wyglądać w oczach psychoterapeuty! Strasznie mi wstyd.
Zaskoczył mnie, bo zwykle konsultacja trwa max. 15 minut i jest za darmo, a on mnie zatrzymał na godzinę... Mógł chociaż uprzedzić, że tak będzie. Ogólnie wydaje się miły i współodczuwający. Moja poprzednia psychoterapeutka nie okazywała zwykle żadnych emocji podczas rozmowy, a on okazywał zainteresowanie i reagował na moje słowa. Jest pierwszą osobą z zewnątrz, która zdziwiła się jak potraktowano mnie w poprzedniej pracy, to było dla mnie dość zaskakujące. Wzbudził moje zaufanie... chyba. Nie jestem jeszcze pewna. Trochę to dziwne, że nie dał mi tak naprawdę wyboru i pośrednio nie dał mi szansy na odmowę - albo bardzo potrzebuje pieniędzy albo bardzo chce mi pomóc. Cóż, to pierwsze mi nie przeszkadza. Każdy chce wyżywić rodzinę, a jak przy tym możesz komuś pomóc to chyba spoko. Niestety koszty psychoterapii prywatnej poszły w górę jakieś dwa lata temu, a 140 zł piechotą nie chodzi... gdybym chociaż miała możliwość opłacania tego z własnej kieszeni. Za bardzo obciążam mamę. Ale nic nie poradzę, że potrzebuję pomocy, pilnie. Powiedziałam szczerze o mojej anoreksji, a w zasadzie o jej zalążkach, które zauważyłam. W sumie nawet nie wiem, w czym on dokładnie się specjalizuje. Moja poprzednia psychoterapeutka specjalizowała się w dziedzinie seksuologii i zaburzeń osobowości. A on? Chyba powinnam go zapytać. W ogóle mam wrażenie, że swoich pacjentów traktuje jak wyzwanie. Także mnie sprawdzał pod względem psychologicznym, ale na to się przygotowałam. Nie uciekałam przed jego wzrokiem, ręce miałam cały czas na widoku, rozłożone, starałam się nie patrzeć na drzwi. Najgorsze było to świdrowanie mnie wzorkiem, trudno mi było to utrzymać, ale ja znam już trochę takie psychologiczne zagrywki. Rozumiem, że musiał mnie sprawdzić. Może to nawet niedobrze, że znam te sztuczki? Bo moje reakcje były bardziej wyćwiczone niż szczere, bardzo skupiałam się na swojej postawie, wiedziałam jakie gesty świadczą o niepewności siebie, więc ich unikałam. Nawet kusiło mnie, by przećwiczyć sztuczkę psychologiczną, której się ostatnio nauczyłam, ale uznałam, że to nie w porządku. Nie będę się bawić nastrojem ludzi bez powodu.
Mam zadzwonić w piątek i się umówić na kolejną wizytę, na razie nie ma dla mnie stałego terminu, więc będę "z doskoku", a pod koniec stycznia on kończy jedną psychoterapię, więc ja wejdę na miejsce tego pacjenta. Mam nadzieję, że mi też pomoże...
56bd0b8bb6ab60e48b14b3e981981312.jpg

Nie możesz dodać komentarza.