• Wpisów: 188
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis: wczoraj, 14:40
  • Licznik odwiedzin: 76 904 / 656 dni
 
deergirl
 
Dopiero teraz się zorientowałam, że jutro wigilia, jak ten grudzień zleciał, czuję się jakby dopiero się zaczął. Jestem ateistką, ale wychowałam się w kulturze chrześcijańskiej (bądź co bądź), ale dla mnie święta i tak mają inny wymiar. Zwłaszcza, że całe te "święto Bożego Narodzenia" jest zwykłą zrzyną z obrzędów pogańskich etc. Zresztą... ja obchodzę narodziny najwspanialszego Polaka, jaki kiedykolwiek chodził po ziemi, narodowego wieszcza i geniusza literackiego - Adama Mickiewicza. Jutro po południu jedziemy z mamą do babci, trochę głupio, że nie pomożemy za dużo w przygotowaniach do kolacji, ale mama jutro pracuje do 15, a mój stan emocjonalny jest zbyt niestabilny bym pojechała sama - mogłoby się wiele wydarzyć, zwłaszcza, że babcia nie jest łatwą osobą do życia i nawet niechcący mogłaby mnie sprowokować - a teraz jestem nieprzewidywalna. Mama potrafi mnie hamować i powie babci wprost, jeśli ta powie coś nieodpowiedniego. Jestem niestety bardzo wrażliwa ostatnio i jeśli usłyszę coś na temat mojej cery (która, swoją drogą, wygląda całkiem nieźle) to się popłaczę i wyjdę, a niestety babcia potrafi chlapnąć coś takiego.
M. już pojechał na święta do swojego miasta, jeszcze nie zdecydował ile tam będzie, ale mam nadzieję, że do 30 go nie zobaczę - cały pokój dla mnie! I trochę ciszy, bo na jego Playstation nie mogę już patrzeć. Poczytam w spokoju książkę, a może obejrzę serial? No jeszcze nie wiem.
Jeden prezent dostałam trochę przedwcześnie, ale był za ciężki, aby go ze sobą wieźć, no i wujek chciał zobaczyć moją reakcję bo to on był fundatorem. Dostałam prawdziwą maszynę do pisania z 1907 toku! Prawie się popłakałam, jak ją zobaczyłam, jest taka piękna, firmy Underwood, niemiecka jakość. Może jakiś sekretarz Hitlera na niej pisał? Nie działa jeszcze w pełni, ale to kwestia wymiany paru części i będzie można pisać! Nie spodziewałam się, że stanę się właścicielką takiego cuda, jest naprawdę piękna - byłam zachwycona. Nadal to do mnie nie dociera.
Dziś czuję się trochę lepiej niż zwykle, ale łatwo mnie rozdrażnić - mama i chłopak już padli ofiarą mojego gniewu. Staram się to powstrzymywać, ale jest to niezwykle trudne. Gdy mówią coś, co mnie niesamowicie wkurza, mam ochotę krzyczeć i coś zniszczyć, aż się robię cała czerwona na twarzy.  Po minucie jest już wszystko dobrze, że wprowadzanie takiej niemiłej atmosfery nie jest dla nikogo komfortowe - szczególnie dla mnie, bo to ja ją wywołuję. Na razie nie wychodzę do mamy, aby więcej nie wybuchać, nie chcę jej denerwować, zwłaszcza, że jutro idzie do pracy, a tam dadzą jej popalić. Lepiej zostanę w pokoju i coś przeczytam na uspokojenie. Każdy by mi powiedział "meliski sobie zaparz", ha ha niestety nie mogę pić takich rzeczy - wszelkie roślinne napary i herbaty wchodzą w interakcje w moim lekami, co np. może znacznie osłabić ich efekt. Także ziółek sobie nie wypiję, bo niestety nie mogę. Ja niczego nie mogę! Żadnych używek, zero alkoholu, nawet zero ziół! To jest jakiś dramat. Gdybym mieszkała sama, zapewne paliłabym papierosy - one nie przeszkadzają w braniu leków... chyba. Nawet tego nie sprawdzałam.
4db2acbd6b1fc5ff2d0c817472c7e34e.jpg

Nie możesz dodać komentarza.