• Wpisów: 399
  • Średnio co: 13 godzin
  • Ostatni wpis: wczoraj, 21:25
  • Licznik odwiedzin: 51 510 / 226 dni
 
deergirl
 
I znowu taka długa przerwa z blogiem - cały czas spędzałam z M. Dopiero teraz mogę sobie odpocząć od wszystkich. Z moim zdrowiem jest coraz gorzej... ucho daje mi się we znaki, boli jak cholera - muszę pójść z tym do lekarza. A skoro o lekarzu mowa to mama już mnie umówiła do psychiatry - nie chcę. Wiem, że będę musiała kłamać, że wszystko jest w porządku, jaka to jestem szczęśliwa bla bla bla, ale proszę mi wypisać receptę na leki... Już nawet nie chce mi się udawać przed rodziną czy M., że jest dobrze. Jeszcze w pracy zachowuję resztki pozorów, ale nie idzie mi do za dobrze. Ostatnio rozkleiłam się przy kierowniczce, po prostu zaczęłam płakać. Teraz wiem, że nie ma czegoś takiego jak "przyjaciele" w pracy. Wzbudziła we mnie takie zaufanie, że powiedziałam jej wszystko - o mojej depresji, o tym jak się czuję, że biorę leki i chodzę do lekarza, i nawet o tym, że chcieli mnie zamknąć w psychiatryku. Myślałam, że mnie rozumie, myślałam, że ma pojęcie na czym polega moja choroba i będę mogła być z nią szczera. Sama mi powiedziała o swojej chorobie (od stresu wypadają jej włosy i teraz jest łysa) - przez to wierzyłam, że faktycznie możemy nawzajem siebie wspierać. Nie. Zapomniałam, że każdy patrzy tylko na siebie i mierzy każdego swoją miarą. Nie zrozumcie mnie źle - nie oczekują współczucia, ani głaskania po głowie jaka to ja jestem biedna. Nigdy od nikogo tego nie oczekiwałam. Chciałam by mnie rozumiano, jak się czuję, bym nie czuła się jeszcze gorzej - bo to wygląda na użalanie się nas sobą, pokazuję tylko swoją słabość. Ale kierowniczka uśpiła moją czujność i wzbudziła moje stu procentowe zaufanie. Zapomniałam nie ufać ludziom. Moja wina, jestem  po prostu naiwna i tyle.
Miałam słabszy dzień - skończyły mi się leki i miałam obniżony nastrój. To było po tym jak źle wypełniłam raport i dziewczyny musiały po mnie naprawiać. Byłam lekko załamana. Wiecie co mi powiedziała? "Dorośnij". Tak, osobie z depresją powiedziała "dorośnij", ale to nie jest najgorsze. Usłyszałam od niej, że nie mogę być słaba, moje życie jest wspaniałe, a ja po prostu jestem niewdzięczna i użalam się nad sobą. Skoro nie widzę sensu w życiu to powinnam go znaleźć. Czuję się źle? Mam myśleć POZYTYWNIE. Mam udawać, że jest dobrze, mam się po prostu uśmiechnąć i się nie smucić. BO TO TAKIE PROSTE! Jej wykład trwał dwie godziny... a ja przez dwie godziny milczałam. Nawet już nie chciało mi się jej niczego wyjaśniać, jak to wygląda i jak to jest, po prostu kiwałam głową. Ona nic nie wie o depresji, uważa, że wystarczy tylko się uśmiechnąć i myśleć pozytywnie. Czemu ja na to wcześniej nie wpadłam, po co wywalałam pieniądze w błoto na lekarzy, psychoterapeutę czy na leki. Przecież to jest takie proste. Aha, i powiedziała mi, że jeśli znowu odwalę coś podobnego (chyba o tym nie pisałam, w skrócie dostałam histerii podczas rozmowy na facebook'u z nią aż mnie odwieźli do szpitala, bo zabrakło moich leków na uspokojenie) to mnie zwolni. Po prostu. A mi nawet nie jest żal, bo jeśli ona nie rozumie pewnych rzeczy, a do tego jeszcze chce mi utrudnić wszystko - to spoko, sama odejdę. Specjalnie do moich dokumentów dołączyłam zaświadczenie o chorobie i jej symptomach. Po prostu muszę się nauczyć nie ufać nikomu. Już nie dam się tak podejść drugi raz, bo mam dość tych wszystkich dobrych rad. Jeśli ktoś nie miał bezpośredniej styczności z depresją - nie jest nawet w połowie świadomy jak to jest. Ja ją wspierałam w jej chorobie - mogła ze mną pogadać, ponarzekać, tłumaczyć mi na czym polega jej dolegliwość. Ja rozumiałam wszystko. A moje tłumaczenia i żale dla niej nic nie znaczyły. Bo ona wie lepiej. Powiedziała, że nie powinnam brać leków, bo leki są dla "naprawdę" chorych osób. I tyle. Depresja to wymysł XXI wieku, użalanie się nad sobą i egoizm. Nic więcej.  
A mi jest ciągle smutno. Przykro. Nic mi się nie chce. Znowu. Mam dość wszystkiego i wszystkich. Chciałabym urodzić się jako kot albo może mewa. Znowu mam myśli, których nie powinnam mieć. Boję się. Naprawdę się boję.
71f73d6d5bf1cc58aa33c0ff19a6d3ba.jpg

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.